Ja wolna, on wolny.
Znamy się sto lat.
On przystojny, ja raz przepiękna, a raz wręcz przeciwnie.
Można. I jest przyjemnie.
Spotykamy się raz na jakiś czas. Widzimy kilka dni i nie wychodzimy z łóżka. Oglądamy ambitne filmy, kretyńskie kreskówki, zamawiamy dobre żarcie, popijamy grzanym winem, ale głównie uprawiamy seks.
Nie tęsknię za nim gdy jest poza zasięgiem. Nie będę płakać jeśli więcej się nie spotkamy.
Pięknie, prawda?
No właśnie nie do końca.
Kumpel od seksu ma defekt inny niż wszyscy.
Jest święcie przekonany o tym, że ŻADNA kobieta nie sypia regularnie z facetem jeśli nie jest w nim zakochana. Wmawia mi to zakochanie, obchodzi się ze mną jak z kurzym jajem i rzuca od niechcenia aluzje, że związki nie są dla niego.
Do szewskiej pasji mnie tym doprowadza.
Próbowałam już wytłumaczyć mu na spokojnie, że nie muszę go kochać, żeby zrobić mu loda.
Obraził się.
To niemożliwe.
Bo jak można go nie kochać.
I to jeszcze po seksie?
Ego gruchnęło z łoskotem o ziemię i tego dnia libido zdechło.
Jeszcze jedno.
Kumpel od seksu chce dobrze wypaść. Chce być kochankiem wyborowym. Stara się tak bardzo. I gasi światło żebym czasem nie zauważyła, że przytył. Lub schudł. W zależności od pory roku.
No ludzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz