poniedziałek, 6 stycznia 2014

Każdy facet ma defekt

Też mi nowina.
Wszędzie słyszy się, że to baby trudno zrozumieć, że to my jesteśmy emocjonalnie niedorozwinięte, histeryczne i lepiej będzie jeśli niewinny kawaler wyposaży się w paralizator, zanim pełen szczerych intencji zaproponuje nam randkę. Albo dancing. Albo wspólne przeżywanie mszy świętej.

No właśnie.

Poznałam pewnego Kibica. Nie mam na myśli łysego dresa z bejsbolem i tępym wyrazem twarzy.
Człowiek wykształcony, o miłej dla oka aparycji, odpowiednim wzroście i wieku. Ani za chudy, ani za gruby.
I wszystko byłoby cudownie gdyby nie był tak obrzydliwie nieśmiały.

Na początku myślałam, że zwyczajnie nie jest zainteresowany. Przyjemności jako takiej mi ten fakt nie sprawił, ale nikt nie powiedział, że wszyscy mężczyźni muszą mdleć z wrażenia na mój widok. Ten nie mdlał. Mimo tego, że raz czy dwa mocniej wymalowałam oko. Na tyle wysiłku można sobie pozwolić.

Łaził dookoła, uśmiechał się, spotykałam go przypadkiem coraz częściej. I nadal nic.
Po dwóch (!) miesiącach dostałam maila od niego. Służbowego.
Po trzech podał mi swój numer telefonu.

Ja bardzo przepraszam, ale ja jestem tradycjonalistką. Ja sobie nie wyobrażam, że wydzwaniam do faceta i proponuję mu piwo.
Chyba, że to kolega. Jeśli nie jestem zainteresowana to mogę wydzwaniać.
Numer wyrzuciłam.
Po kolejnych dwóch tygodniach (matko, co za szaleńcze tempo) amant zdecydował się sam do mnie zadzwonić.

Zaproponował najprawdziwszą na świecie randkę w kinie. Kino świetna sprawa. Jest ciemno, człowiek wygląda po ciemku zawsze ładniej, nie trzeba wysilać się intelektualnie i po seansie nawet najgorszy kretyn potrafi porozmawiać o wrażeniach jakie wywołał w nim właśnie obejrzany film.
Zgodziłam się tylko dlatego, że od razu zapowiedział, że odbierze mnie i przywiezie z powrotem do miejsca zamieszkania. Czyli albo dżentelmen, albo liczy na obściskiwanie się.

Wtedy się zaczęło. Randka zaplanowana została na przyszły tydzień (zarobiona jestem).
Pan Kibic chyba uznał, że albo mu zwieję albo nagle z niewiadomych przyczyn stracę zainteresowanie jego osobą. I postanowił zapoznać się ze mną wirtualnie zanim się spotkamy.

W tym celu wysłał mi 20 maili w przeciągu dwóch dni. Dowiedziałam się z nich wielu interesujących rzeczy.
M.in. tego, że Pan Kibic jest osobą nie tylko nieśmiałą, ale też ogromnie wierzącą. Wyłączyłam skrzynkę mailową po tym jak przeczytałam sugestię dotyczącą mojego przyszłego uczestnictwa w mszach, w kościelnej ławie, u boku Pana K.

Na litość boską!
tfu.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz