czwartek, 16 stycznia 2014

Kumpel od seksu

Czyli układ idealny.
Ja wolna, on wolny. 

Znamy się sto lat.

On przystojny, ja raz przepiękna, a raz wręcz przeciwnie.

Można. I jest przyjemnie.
Spotykamy się raz na jakiś czas. Widzimy kilka dni i nie wychodzimy z łóżka. Oglądamy ambitne filmy, kretyńskie kreskówki, zamawiamy dobre żarcie, popijamy grzanym winem, ale głównie uprawiamy seks.

Nie tęsknię za nim gdy jest poza zasięgiem. Nie będę płakać jeśli więcej się nie spotkamy. 


Pięknie, prawda?
No właśnie nie do końca.

Kumpel od seksu ma defekt inny niż wszyscy.
Jest święcie przekonany o tym, że ŻADNA kobieta nie sypia regularnie z facetem jeśli nie jest w nim zakochana. Wmawia mi to zakochanie, obchodzi się ze mną jak z kurzym jajem i rzuca od niechcenia aluzje, że związki nie są dla niego. 
Do szewskiej pasji mnie tym doprowadza.
Próbowałam już wytłumaczyć mu na spokojnie, że nie muszę go kochać, żeby zrobić mu loda.
Obraził się.
To niemożliwe.
Bo jak można go nie kochać. 
I to jeszcze po seksie? 
Ego gruchnęło z łoskotem o ziemię i tego dnia libido zdechło.

Jeszcze jedno.
Kumpel od seksu chce dobrze wypaść. Chce być kochankiem wyborowym. Stara się tak bardzo. I gasi światło żebym czasem nie zauważyła, że przytył. Lub schudł. W zależności od pory roku. 
No ludzie.

Dyrektorzy, Prezesi i inne obrzydlistwo

Typ facetów jakich szczerze nie znoszę.
Ma stanowisko. Stanowisko jest ważne bo wiąże się z posiadaniem gotówki  i paszportu Polsatu. Złotego. Koniecznie. Stanowisko budzi respekt wśród mężczyzn, którym nie udało się go zdobyć. Mamona przyciąga kobiety. Lecą jak ćmy do świecy. Takiemu wszystko wolno. I od tego w dupie się przewraca.

Dyrektor ma żonę. Ba, co tam żona. Dyrektor ma dwójkę dzieci, z czego starsze jest niewiele młodsze ode mnie. Dyrektor uparł się, że to na mnie spadnie ten zaszczyt zostania jego kochanką i robienia mu laski w przerwie na lunch. W zamian za możliwość wożenia dupy, w tajemnicy oczywiście i wiejskimi drogami, na siedzeniu pasażera jego nowej fury.
Nie lubuję się w zabawianiu faceta, który oprócz dóbr majątkowych nie powala ani aparycją, ani manierami, ani intelektem.
Grzecznie odmówiłam. Raz, drugi i trzeci. Jak grochem o ścianę.

Dyrektor za kołnierz nie wylewa. Wysyła po pijaku sprośne sms-y i jest święcie przekonany, że to niezwykle podniecające. Jak bardzo tępy musi być facet żeby nie docierało do niego jak bardzo się poniża żebrząc o seks. Jak bardzo obrzydliwe są teksty, że żona już mu nie daje, że trzeba go pocieszyć. Koniecznie na kolanach.

Nie dociera do niego, że jest obleśnym typem.
Przecież muszę się droczyć skoro inne panny zabijają się w korytarzu o własne nogi, żeby tylko znaleźć się bliżej niego. Dać dupy dyrektorowi to przecież musi być coś. Dyrektor to nie Rysiek spod sklepu, ani Zbyszek co pracuje w mięsnym.

Prawda jest taka, że żadna by na Dyrektora nie spojrzała gdyby nie kasa.

Ameryki nie odkryłam :D

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Randka

1. Ubierz się. 
Rada z pozoru idiotyczna, ale i tak większość dam zakłada na siebie zwiewną halkę mającą wyglądać na kieckę. Przy kilkustopniowym mrozie. Ubierz się porządnie. Odzież ma być czysta, odprasowana i pachnąca lenorem.
Powinnaś wyglądać kobieco, ale nie wulgarnie. Nie sztuką jest podniecić mężczyznę. Naprawdę.
Chyba, że umawiasz się w określonym celu i zamierzasz spędzić z nim upojne 10 minut, a przy odrobinie szczęścia nawet dłużej. Wtedy możesz marznąć.

2. Nie oszukuj.
On i tak kiedyś zauważy, że bez puszapa masz małe cycki, a bez tony tapety wyglądasz odrobinę inaczej. We wszystkim trzeba zachować jakiś umiar.

3. Nie przejmuj się.
Płeć przeciwna to też ludzie. Dziwne, ale prawdziwe. Im mniej się przejmujesz całym spotkaniem tym dla Ciebie lepiej. Jeśli będziesz starać się za bardzo to on to z łatwością wyczuje. Nie poświęcaj energii na faceta, którego właściwie wcale nie znasz. Pierwsze spotkanie należy do niego, daj mu się wykazać.
Traktuj go tak jakbyś miała go nigdy więcej nie zobaczyć, na luzie :)

4. Nie zrzędź.
Nie opowiadaj przez cały wieczór o zboczonym szefie, siostrze alkoholiczce i nie płacz, że zdechł Ci kot.
Jeśli zdechł Ci kot odwołaj spotkanie.

5. Nie bądź infantylna.
To akurat nie do końca moja rada. Sporo się ostatnio nasłuchałam od znajomych mężczyzn o paniach używających właściwie samych zdrobnień, szczebioczących cieniutkim głosikiem i robiących cielęce oczy. Jedna podobno nawet uroczo sepleniła. Jeśli nie masz trzynastu lat nie rób tego. Pomyśli, że jesteś niedorozwinięta. Jeśli go to kręci to ma poważny problem.

6. Nie mów o innych.
Nie obgaduj koleżanek z pracy, szkoły, siłowni i basenu, a przede wszystkim niech cię opatrzność broni przed wspominaniem o innych mężczyznach. Nie ma innych mężczyzn. Nie było nigdy. Koniec kropka.  Nie daj się wciągnąć w takie rozmowy. To nie jego sprawa, przynajmniej na razie.

7. Unikaj tematów tabu.
Dobrze wiem jak szybko leci czas przy rozmowach o politykach, religii i sytuacji ekonomicznej naszego kraju. Umów się z kolegami na piwo, będziesz mogła twardo bronić swoich argumentów, pomarudzić i pokrzyczeć bez większych konsekwencji. Na randce nawet się nie waż poruszać tematów tabu. Nie na pierwszej :)

8. Uśmiechnij się.
I postaraj się go polubić. Jak człowieka. Ludzie wyczuwają gdy ktoś inny darzy ich sympatią i odwzajemniają się tym samym.

9. Zadbaj o włosy i skórę.
To oczywiste. Powinnaś wyglądać dobrze. Nie umawiaj się od razu po pracy. Wpadniesz na spotkanie głodna i zmęczona. Weź prysznic, umyj zęby, nałóż delikatny makijaż, zjedz coś lekkiego, przebierz się. Zakładam, że dbasz o siebie i nie potrzebujesz trzech godzin żeby doprowadzić się do porządku. Pół godziny powinno Ci wystarczyć.

10. Nie dzwoń pierwsza dzień po.
Nigdy. Bez wyjątków. Jeśli jest zainteresowany to sam to zrobi. Gwarantuję Ci. Jeśli nie tego dnia to w ciągu trzech najbliższych. Jeśli nie odezwie się wcale to jego strata. Jeśli zadzwoni po dwóch tygodniach, a w tym czasie nie przebywał w szpitalu lub nie był w delegacji w krajach trzeciego świata to daj sobie z nim spokój.


Miłego wieczoru :)


Dlaczego mężczyźni to robią??

Słyszałam, że są faceci, którzy po spotkaniu nigdy nie dzwonią. Chciałabym zapytać gdzie oni są?

Spotykam się ze zjawiskiem zupełnie odwrotnym.
Jedno spotkanie. Pozytywna atmosfera. Czas szybko leci, pora się żegnać i iść spać. Każde u siebie.
Tak to zwykle wygląda.

I wszystko byłoby ok. gdyby nie stały scenariusz dni następujących po randce.
Zwykle już od samego rana budzą mnie smsy. Przyznam, że brzydzę się trochę tą formą komunikacji międzyludzkiej. Ale mogę przymknąć oko, czasami taka wiadomość tekstowa bywa bardzo miła.
Wiadomości z kolejnymi podziękowaniami za wieczór, telefony lub maile. Lub jedno i drugie (czasem o tej samej treści, w razie gdybym przeoczyła wiadomość na jednym z urządzeń).

To miłe jeśli facet zadzwoni dzień po i zaproponuje kolejne spotkanie, zwłaszcza jeśli była o tym mowa dnia poprzedniego. Jeszcze milej jeśli da mi chwilę oddechu i zadzwoni po dwóch dniach. Przestaje być miło, jeśli widzieliśmy się w poniedziałek, umówiliśmy na piątek w tym samym tygodniu, a on decyduje, że fajnie byłoby powiadamiać mnie co robi o każdej porze dnia od wtorku do czwartku.
Tracę zainteresowanie.
Przy kolejnym spotkaniu nie wiem o czym mam rozmawiać z mężczyzną skoro wiem dokładnie co robił przez ten czas kiedy się nie widzieliśmy.
Tydzień, lub dwa później jest zwykle jeszcze gorzej. On chce poznawać mnie z matką, ojcem, psem i kumplem od wódki, a ja myślę w którym kierunku uciekać.

Trzydziestolatkowie są aż tak zdesperowani?



Każdy facet ma defekt

Też mi nowina.
Wszędzie słyszy się, że to baby trudno zrozumieć, że to my jesteśmy emocjonalnie niedorozwinięte, histeryczne i lepiej będzie jeśli niewinny kawaler wyposaży się w paralizator, zanim pełen szczerych intencji zaproponuje nam randkę. Albo dancing. Albo wspólne przeżywanie mszy świętej.

No właśnie.

Poznałam pewnego Kibica. Nie mam na myśli łysego dresa z bejsbolem i tępym wyrazem twarzy.
Człowiek wykształcony, o miłej dla oka aparycji, odpowiednim wzroście i wieku. Ani za chudy, ani za gruby.
I wszystko byłoby cudownie gdyby nie był tak obrzydliwie nieśmiały.

Na początku myślałam, że zwyczajnie nie jest zainteresowany. Przyjemności jako takiej mi ten fakt nie sprawił, ale nikt nie powiedział, że wszyscy mężczyźni muszą mdleć z wrażenia na mój widok. Ten nie mdlał. Mimo tego, że raz czy dwa mocniej wymalowałam oko. Na tyle wysiłku można sobie pozwolić.

Łaził dookoła, uśmiechał się, spotykałam go przypadkiem coraz częściej. I nadal nic.
Po dwóch (!) miesiącach dostałam maila od niego. Służbowego.
Po trzech podał mi swój numer telefonu.

Ja bardzo przepraszam, ale ja jestem tradycjonalistką. Ja sobie nie wyobrażam, że wydzwaniam do faceta i proponuję mu piwo.
Chyba, że to kolega. Jeśli nie jestem zainteresowana to mogę wydzwaniać.
Numer wyrzuciłam.
Po kolejnych dwóch tygodniach (matko, co za szaleńcze tempo) amant zdecydował się sam do mnie zadzwonić.

Zaproponował najprawdziwszą na świecie randkę w kinie. Kino świetna sprawa. Jest ciemno, człowiek wygląda po ciemku zawsze ładniej, nie trzeba wysilać się intelektualnie i po seansie nawet najgorszy kretyn potrafi porozmawiać o wrażeniach jakie wywołał w nim właśnie obejrzany film.
Zgodziłam się tylko dlatego, że od razu zapowiedział, że odbierze mnie i przywiezie z powrotem do miejsca zamieszkania. Czyli albo dżentelmen, albo liczy na obściskiwanie się.

Wtedy się zaczęło. Randka zaplanowana została na przyszły tydzień (zarobiona jestem).
Pan Kibic chyba uznał, że albo mu zwieję albo nagle z niewiadomych przyczyn stracę zainteresowanie jego osobą. I postanowił zapoznać się ze mną wirtualnie zanim się spotkamy.

W tym celu wysłał mi 20 maili w przeciągu dwóch dni. Dowiedziałam się z nich wielu interesujących rzeczy.
M.in. tego, że Pan Kibic jest osobą nie tylko nieśmiałą, ale też ogromnie wierzącą. Wyłączyłam skrzynkę mailową po tym jak przeczytałam sugestię dotyczącą mojego przyszłego uczestnictwa w mszach, w kościelnej ławie, u boku Pana K.

Na litość boską!
tfu.